Więc czyżby to Nie jestem
włodarzewska opinie |Walentynki |Szkolenia Biznesowe„Więc czyżby to Nie jestem pewny. Trochę się obawiam mitologizacji wspomnień. Nigdy nie wiadomo, ile tego było naprawdę, a ile dorabiamy ex post, nauczeni przez literaturę szukania początków i przyczyn. W każdym razie tę klatkę miałem już dawno gotową, znałem jej wnętrze aż do najdrobniejszych śladów rdzy na kratach i nie uprzątniętych resztek kału. Czułem jej znaczenie, jej fascynującą potrzebę — prawie urok. Zna Pani ów rodzaj wizyjnego czaru zjawisk nierzeczywistych, które wyłaniają się z ciemności, ze snów, a potem przestają być snami i uzyskują ponadrealną plastyczność szczegółu Widziałem tę klatkę tak dokładnie, jak Nikifor swoje pałace. Nie wagon, raczej wagon. Był pusty, ale nawet pusty miał natarczywą wizualność zjawy, trudną do zniesienia bez dreszczu.
— wagon nie, klatka na kołach, z której uciekły
zwierzęta wystraszone hukiem dział i wrzaskiem szarżujących kirasjerów. Uciekły, może niedźwiedź lub puma schowały się w krzakach jednego z pobliskich ogrodów — tutejsi mieszczanie pobudowali wille niedaleko rzeki. Właściciel także uciekł, ten w cylindrze. Nazajutrz zostanie schwytany i odstawiony do sztabu korpusu —
...dwaj ułani w zabłoconych mundurach wnieśli składany fotel polowy i torby w ceratowych pokrowcach, adiutant przynaglał ich taszcząc podróżny sekretarzyk (upominek od Stryja) i o mało nie spadł z żelaznej drabinki, przystawionej do wozu. Szczeble były oślizgłe po deszczu. Sztaby sprzymierzonych dywizji zdążyły wcześniej zająć kwatery w kupieckich willach na przedmieściu, Polacy się spóźnili. Wóz był pusty, śmierdziało w nim sierścią i zepsutym mięsem. Jeden z ułanów powiedział szeptem — Klatka... — Właściciel cyrku uciekł ze zwierzętami, pozostawiając cztery poszarpane namioty, w tym jeden trójmasztowy, z areną i drewnianym amfiteatrem, oraz ów wysoki żółty wóz, szczelnie okuty i zamknięty. Ułani kaszleli rozstawiając rzeczy i pokazując sobie wzrokiem okratowane luki pod sufitem; po czym adiutant ich odprawił. Po chwili on odprawił adiutanta. Usiadł w fotelu, rozpiął guziki kurtki, rozluźnił gorset. Po zimowej kampanii latem znowu utył. Trochę za tęgi na ten ciasny skórzany fotel z metalowymi nóżkami na rolkach. Kiedy go kupił W Paryżu, od dostawcy, którego poleciła Kleo czy w Warszawie od zrujnowanego emigranta Zapowiedział sztabowcom, że wieczór spędzi sam z mapami. Pozory będą zachowane, a sztabowcy mogą poczekać. Obok, z trójmasztowego namiotu, słychać pobrzękiwanie ich ostróg. Niech piszą listy do żon albo niech śpią w zakurzonych lożach amfiteatru. Podobno sztabowcom nic się nie śni. Keller powiedział mu kiedyś, że nie wie, co to znaczy „mieć sen". — Jak to, nigdy pan w nocy nie jęczał — Szef sztabu przymrużył zaczerwienione powieki, nie rozumiał. — No, na przykład kobieta albo szczury Nic Więc jak pan zasypia, to co co pan widzi — Rodzaj burego sukna — wyjaśnił szef sztabu; ale zdaje się nie był całkiem pewny.“(7)
<<<< - Trudu Mnie przychodzi
| odczytywała w głębi jego >>>>
Bwin |Psychoterapia Szczecin |Wakacje